Vrije Univeristeit Brussel

W semestrze zimowym roku akademickiego 2014/ 2015 wyjechałem za granicę w ramach programu Erasmus+. Moim wyborem był Vrije Univeristeit Brussel w Belgii, głównie ze względu na międzynarodową renomę oraz dobry zespół fotoniczny , co się wiązało z możliwością nauczenia się wielu nowych rzeczy na wysokim poziomie.

Był to jeden z moich ostatnich semestrów więc niezbędne podstawy już miałem, ale i takie kursy były tam oferowane. Dodatkowym atutem był fakt, że wszystkie przedmioty były tam prowadzone po angielsku, oraz – jak się później okazało – że ten uniwersytet ściśle współpracuje z niedalekim uniwersytetem w Gencie, więc część zajęć była tam prowadzona. Zależnie od punktu widzenia może to być wadą ze względu na konieczność dojazdu lub zaletą ze względu na rozszerzenie zakresu dostępnych kursów. Dla mnie była to raczej zaleta, gdyż uniwersytet w Gencie posiada również bardzo dobry zespół fotoniczny i zajęcia tam były bardzo rzeczowe.

Przedwyjazdowe formalności przebiegły dość sprawnie – wszystko było załatwiane przez system, nazwy i opisy przedmiotów dostępne są na stronie uniwersytety a i mój wydział nie robił problemów po wyborze przedmiotów. O ile system działał sprawnie i dokumenty z obu stron były wypełnianie w terminie to niestety w razie potrzeby bezpośredniego kontaktu mailowego z ichniejszym International Relations and Mobility Office (IRMO) należało się liczyć z kilkutygodniowym opóźnieniem oraz lakoniczną odpowiedzią. Na szczęście wielu problemów nie miałem, więc formalności przedwyjazdowe przebiegły sprawnie.       

Po przyjeździe na miejsce zakwaterowałem się w akademiku zaproponowanym przez IRMO (U-Residence), c o okazało się później bardzo złym wyborem ze względu na wyposażenie pokoi oraz na osobę managera obiektu, który okazał się gburem, z którym nie było za bardzo możliwości kontaktu. Jednak postanowiłem się tym nie przejmować i skupić się raczej na pozytywnych aspektach wyjazdu. Na miejscu uczestniczyłem w zebraniu fotonicznym w moim instytucie, gdzie nas przywitali, przedstawili się oraz opisali większość niezbędnych rzeczy, które powinniśmy wiedzieć. Musiałem dopracować plan zajęć i ustalić dokładnie kilka przedmiotów, jednak na miejscu formalności były ograniczone do minimum, jako że studenci programu Erasmus nie muszą rejestrować się w ogólnouczelnianym systemie, jest to załatwiane przez IRMO. Jak się później okazało, musiałem się jednak zarejestrować niezależnie na uniwersytecie w Gencie, gdzie miałem kilka zajęć, ale i z tym otrzymałem potrzebną pomoc. 

W weekend przed rozpoczynającym się semestrem były zorganizowane Orientation Days, gdzie dowiedzieliśmy się wielu niezbędnych i zbędnych rzeczy o uczelni, rejestracji, ewentualnych kwestiach zdrowotnych, itp. Były one organizowane przez IRMO, zaś swoją część miało też tamtejsze stowarzyszenie Erasmus Student Network (ESN), które zaprezentowało siebie, oprowadziło nas po wydziale i przedstawiło plan imprez na najbliższe dni. ESN w dalszym ciągu semestru był bardzo pomocny w zagospodarowywaniu czasu, poznawaniu innych studentów jak i odpowiedzi na różne pytania.  

Po załatwieniu początkowych formalności nie miałem żadnych problemów ani dodatkowej biurokracji, zaś wszystkie sprawy uczelniane mogłem bardzo szybko załatwić przez tamtejszego koordynatora wydziałowego lub w sekretariacie instytutu, którzy byli bardzo pomocni. Dodatkowo okazało się, że wszystkie bilety pociągowe związane z dojazdami na zajęcia (do Gentu np.) zostaną mi później zwrócone.

Sesja przebiegła sprawnie, kontakt z prowadzącymi był dobry, co pozwoliło w naszym małym gronie dopasować terminy egzaminów tak, aby nam pasowały, zaś wszystkie ostatecznie oceny były bezpośrednio wpisane w system. Na sam koniec Transcript of Records został wysłany przez IRMO bezpośrednio na Politechnikę, jednak nie zabrakło tu pomyłki, gdyż IRMO zignorowało bezpośrednie wiadomości i pominęło dwa przedmioty, które ze względów technicznych nie mogły być wpisane w system.

Andrzej Sielecki