University of Pardubice

Jestem studentką trzeciego semestru studiów stacjonarnych drugiego stopnia na wydziale Transportu. W programie Erasmus brałam udział na poprzednim semestrze, czyli na drugim semestrze studiów magisterskich. Nigdy nie jest za późno na wyjazd.

Na studiach inżynierskich miałam bardzo dużo wątpliwości co do wyjazdu, szczególnie jeśli chodzi o moją znajomość języka, finanse i czy poradzę sobie z tęsknotą za rodziną i chłopakiem. Na studiach magisterskich spotkałam osobę z podobnymi rozterkami i z tą samą myślą, że teraz albo nigdy. Po długich rozmowach i rozważaniach zapadła decyzja, że jedziemy na Erasmusa. Ja wybrałam Niemcy, a koleżanka Szwecje. Zdeterminowane poszłyśmy do Pani Prodziekan na rozmowę w sprawie wyjazdu. Pani Ania powiedziała, że wchodzi nowy Erasmus + i trzeba zawrzeć nowe umowy więc jedyną opcją dla nas były Pardubice z którymi umowa wciąż była aktualna. Z myślą w głowie, że to ostatnia szansa w życiu jednogłośnie potwierdziłyśmy, że Pardubice też są w porządku i że jedziemy. Po powrocie do domu musiałyśmy zobaczyć na mapie gdzie w ogóle są te Pardubice, bo nam dwóm w ogóle nic to nie mówiło, nawet nie wiedziałyśmy jaki to kraj. Padło na Czechy. W sumie czemu nie, blisko i podobna kultura.

Jak wspomniałam, w tym czasie dopiero LLP Erasmus przeistaczał się w Erasmus + i wszystko było w powijakach. Nikt nie miał precyzyjnych informacji. Jeżeli chodzi o dokumenty przed wyjazdem to mam wrażenie, że zaniosłam do koordynatora cała ryzę papieru bo ciągle coś się zmieniało. Ale nie zniechęcało nas to. Determinacja była ogromna. Jeżeli mogę udzielić jakieś rady to z doświadczenia wiem, że bardzo ważne jest, aby samemu napisać do koordynatora z uczelni z zagranicy. Po prostu zapytać, jakie są następne kroki. Taki mail mało nas kosztuje, bo łatwo znaleźć namiary do odpowiednich osób, a można dużo zyskać. Piszę to dlatego, że razem ze mną i koleżanką o wyjazd walczyli (walczyli do dobre słowo) dwoje młodszych kolegów, tylko do innego kraju. Jednak nikt im nie powiedział u nas na uczelni, że muszą się gdzieś online zarejestrować i cały wyjazd nie wypalił. Mail pewnie by pomógł.

Teraz trochę o pieniądzach, bo wiem, że jest to ważny dla studentów temat. Stypendium dostałyśmy dość wcześnie, na początku wyjazdu. Było to około 70% całej sumy (~1500EUR). Kolejna dobra rada. Im szybciej podpiszesz umowę w CWM tym szybciej dostaniesz pieniądze. Od podpisania umowy minęło do 2 tyg. Na miesiąc miałam 400 EUR z uczelni – około 1700 zł. 700 zł szło na akademik, obiad na stołówce kosztował około 6 zł, karta miejska nie była potrzebna, wszystko było

pod nosem, piwo w pubie około 4 zł więc jeszcze spokojnie starczało na podróże. Bilety kolejowe są tanie szczególnie jak jedzie się w grupie.

Erasmus jest dobrym pomysłem nawet dla takich introwertyków jak ja. Ciężko było przez pierwsze dwa tygodnie, szczególnie z językiem, niby człowiek zna ten angielski, ale spontanicznie porozmawiać o wszystkim nie było łatwo. Potem jak zobaczyłam, że każdy mówi, jak umie to i ja zaczęłam.

Warunki w akademiku miałam 25 razy lepsze niż w Polsce, niestety był dwa raz droższy. Jedzenie było trochę tłuste, ale ciekawe doświadczenie. Kraj przyjazny dla Polaków, mimo nieciekawej historii związanej z Polską. No i najważniejsze – ludzie. Poznajesz tyle narodowości, tyle kultur, tyle pysznego jedzenia. Potem wracasz do kraju i zbierasz na wakacje, żeby ich wszystkich odwiedzić i nasz bazę i przewodnika w każdym zakątku świata.

Ostatnia rada do taka, żeby nie bać się i jechać. Z językiem na pewno sobie poradzicie, poznałam ludzi, którzy serio nie mówili po angielsku a dawali radę. Wybierz kraj w którym jest tanio a są wysokie granty jak Czechy (ok wiem, że to stypendium jest, jak to mówią na wyrównanie poziomu życia miedzy naszym a innym państwem, ale ja do interesu nie dołożyłam). I na swoim przykładzie wiem, że Erasmus nie ma destrukcyjnego wpływu na związek.

Po powrocie same miłe zaskoczenia. Nieporównywalnie mało papierów i co najważniejsze wszystkie przedmioty zaliczone. Teraz z perspektywy czasu widzę, że dużo trudnych polskich przedmiotów mnie ominęło.

A i na Erasmusie wbrew pozorom dużo się uczyłam ale co by nie mówić i tak było łatwiej.

Jedź a nigdy tego nie pożałujesz. Same korzyści. Może teraz o tym nie myślisz, ale jeśli nie Ty, to kiedyś Twój pracodawca to doceni. Tydzień po powrocie znalazłam super pracę. Jak się Erasmusa przeżyło to i rozmowy kwalifikacyjne nie są już straszne.

Powodzenia! Em.