Friedrich-Alexander-Universität

Wymiana studencka jest niewątpliwie cudowną przygodą, która pozwala poznać inne kultury, obyczaje i ludzi. Dla mnie było to jednak przede wszystkim poznanie samego siebie – swoich mocnych i słabych stron, zweryfikowanie umiejętności lingwistycznych i miękkich, odnajdywanie się i radzenie sobie w trudnych sytuacjach, przystosowanie się do nowego, nieznanego środowiska. Program ERASMUS+ umożliwia również nabycie umiejętności twardych w postaci różnych kursów mających swoją wartość punktową ECTS.

Do Erlangen przyjechałem pierwszego września z tego względu, że przez miesiąc brałem udział w intensywnym kursie językowym. Kurs godny polecenia, chociaż powiedzieć należy, że jest płatny (280 euro) i odbywa się w dwóch miastach (Erlangen i Norymberga). Na to w jakim mieście dana grupa będzie utworzona nie ma się żadnego wpływu. Dlatego też część studentów (w tym również i ja), pomimo tego, że mieszkała w Erlangen, musiała codziennie jeździć pociągami do Norymbergi (co generowało dodatkowe koszta i stratę czasu). Tak jak zmiana poziomu kursu jest zadaniem wykonalnym (chociaż trudnym), tak zmiana jego miejsca jest praktycznie niemożliwa.

Pierwszy miesiąc jest czasem na poznanie miasta oraz innych studentów, załatwiania niezbędnych formalności i przystosowywania się do nowego środowiska. Parę dni po przyjeździe uczestniczy się w obowiązkowym kursie OK (Orientation Course), podczas którego pracownicy FAU (Friedrich-Alexander-Universität) opowiadają o Niemczech i uczelni oraz pomagają wypełnić niezbędne formularze i dokumenty. Jest możliwość (z której zwykle wszyscy korzystają) założenia konta bankowego w „Sparkasse”. Konto jak i podstawowe operacje na nim wykonywane są darmowe, karta kosztowała około 20 euro. Przy zamykaniu konta potrącane jest kilka euro. Konto jest o tyle przydatne, że z niego pobierane są opłaty za akademik. Podczas kursu otrzymuje się niemiecki starter do telefonu, ale ja oraz większość studentów wykupiliśmy startery w sieciach takich jak Aldi czy Kaufland.

Mieszkałem w Erlangen, w akademiku na Ratiborer Str., który znajdował się około 5 minut od Wydziału Technicznego (Technische Fakultät). O akademik należy ubiegać się elektronicznie. Do wyboru ma się wiele domów studenckich rozsianych po całym Erlangen, ale wybrać można tylko 3. Zdecydowana większość studentów Erasmusa otrzymała swój pokój, ale znam parę osób, które były zmuszone do wynajęcia mieszkania na własną rękę. Mój pokój to ok. 11m2, w którym znajdowały się: biurko, łóżko, okno, szafa, regał, krzesło, lampionowy żyrandol, umywalka z zimną wodą. Pościeli się nie dostaje, dlatego przez pierwsze parę nocy korzystałem ze śpiwora jednego z niemieckich studentów (pierwsza mała przygoda na obczyźnie). Na moim piętrze znajdowała się duża kuchnia (z piekarnikiem, płytami grzewczymi, mikrofalówką, telewizorem, stołem, kanapą i lodówkami), składzik, prysznic, toaleta damska i męska. Dwa pierwsze dzieli czternaścioro studentów; toalety i prysznice – siedmioro. Internet należy zaliczyć zdecydowanie do „minusów”, gdyż należy zapłacić za niego 15 euro za semestr + 9 euro za resztkę poprzedniego semestru (wrzesień). Był on niestety mocno limitowany. Pranie robi się w piwnicy za dodatkową opłatą 20 centów za 25 minut.

Po przyjeździe do Erlangen bardzo polecam wyposażyć się w rower, gdyż komunikacja miejska jest po prostu za droga, a autobusy jeżdżą za rzadko. Jednorazowy bilet autobusowy, ważny przez 1,5 godziny kosztuje 2,10 euro (a autobusem do centrum jedzie się około 10 minut). Z tego względu każdy porusza się po mieście rowerem. Nowego roweru nie opłaca się kupować. Polecam przejrzeć oferty internetowe lub na facebooku bo w końcu trafi się na okazję godną uwagi. Cena za używany rower to około 25-100 euro (w zależności od jego jakości). Podczas zawarcia transakcji dobrze jest wziąć od sprzedawcy rachunek.

Niemcy są niezwykle uprzejmi i gościnni. Kładą duży nacisk na równość społeczną oraz cechują się otwartością na ludzi odmiennych kulturowo i rasowo (co skutkuje wręcz przytłaczającą liczbą obcokrajowców). Mówią oni bardzo dobrze po angielsku, także w 99% przypadków można się łatwo z nimi w tym języku porozumieć. Zarówno osoby starsze jak i studenci wykazują chęć pomocy w codziennych sytuacjach takich jak: odnalezienie drogi do celu, poinformowanie o zmianie jazdy autobusu/pociągu, wymiana spostrzeżeń na temat kursu czy pomoc przy rowerze.

Studiowałem na Wydziale Technicznym (Technische Fakultät), którego kampus znajduje się na południu Erlangen. Podczas wybierania kursów gorąco polecam zajrzeć na stronę internetową UnivIS, na której są wszystkie dostępne zajęcia. Podczas ustalania grafiku napotkać można szereg problemów takich jak: język kursu, miejsce i czas, forma zaliczenia, tematyka itp. Należy bezwzględnie zapytać się wykładowcy (osobiście bądź mailowo) kiedy odbędzie się zaliczenie, z tego względu, że może się okazać, że egzamin kursu, który kończy się w lutym, odbędzie się w kwietniu. Dla mnie stanowiło to bardzo poważny problem z tego względu, że do Polski, zgodnie z umową, wróciłem na końcu lutego. W takiej sytuacji trzeba ustalić z wykładowcą termin „specjalny” dla siebie i innych kolegów będących w podobnej sytuacji. Należy liczyć się z tym, że każdy przedmiot może wygenerować kilka problemów, które będzie trzeba rozwiązać (w moim przypadku: okazanie dodatkowych dokumentów, wyjaśnianie całej sytuacji i procedur postępowania poszczególnym wykładowcom (co wbrew pozorom nie jest dla nich, jak mogłoby się wydawać, oczywistą kwestią), problemy z Niemieckim systemem wyboru egzaminów, problemy z uzyskaniem, wpisaniem i otrzymaniem oceny itd.). Pośród nich szczególną uwagę chcę poświęcić kwestii dokumentu „Transcript of Records”, który nabywa się po otrzymaniu wszystkich ocen. Z tego względu, że „oficjalny” termin dwóch egzaminów jest daleko po moim wyjeździe z Niemiec, nadal nie mam informacji jaką ocenę z nich uzyskałem (w przypadku jednego z nich nie wiem do dziś czy w ogóle go zaliczyłem). Prowadzi to do kuriozalnej sytuacji, w której wyniki ze swojego egzaminu otrzymuję na 1,5-2 miesiące po jego napisaniu. W skrócie: nie mogę liczyć na otrzymanie „Transcript of Records” od uczelni niemieckiej aż do kwietnia. Jest to dla mnie gigantyczna wręcz niedogodność i utrudnienie z tego względu, że: nie mogę rozliczyć się z moją uczelnią (co skutkuje tym, że nie otrzymam prędko reszty grantu z racji programu ERASMUS+), nie mogę udowodnić, że zaliczyłem dane kursy, nie mogę zaplanować najbliższej przyszłości, nie wiem czy będę mógł obronić moją pracę magisterską w terminie, zatem tak naprawdę nie wiem kiedy skończę studia. Nie ukrywam, że jestem zdziwiony i rozczarowany, że kraj, który jest tak otwarty na zagranicznych studentów i co roku bierze udział w programach wymiany, dopuszcza się takiego przeoczenia, które nadal nie zostało naprawione.

Wymiana studencka jest niewątpliwie cudowną przygodą, która pozwala poznać inne kultury, obyczaje i ludzi. Dla mnie było to jednak przede wszystkim poznanie samego siebie – swoich mocnych i słabych stron, zweryfikowanie umiejętności lingwistycznych i miękkich, odnajdywanie się i radzenie sobie w trudnych sytuacjach, przystosowanie się do nowego, nieznanego środowiska. Program ERASMUS+ umożliwia również nabycie umiejętności twardych w postaci różnych kursów mających swoją wartość punktową ECTS. Moim zdaniem to, że nie zawsze udaje się dobrać idealnie kursy do potrzeb i oczekiwań zarówno swoich jak i macierzystej uczelni, powoduje, że punkt ten powinien ustąpić innym, ciekawszym z mojego punktu widzenia, aspektom wyjazdu. Na pierwszy rzut oka może to wydawać się za daleko posuniętym wnioskiem, ale uważam, że do pewnego stopnia studentom ERASMUSA powinno się wręcz nieco ułatwiać zaliczanie przedmiotów, a nie utrudniać, jak to niestety często miało miejsce w moim przypadku (krótszy czas na naukę do egzaminów, które już i tak są trudniejsze, bo przecież zaliczyć je trzeba w obcym języku; duże zagęszczenie egzaminów; dodatkowe, zbędne formalności). Stwierdzam, że zwrot „równouprawnienie studentów”, którym nierzadko pracownicy FAU operują i za jego pomocą argumentują swoje postępowanie wobec mnie, powoduje, że studenci ERASMUSA mają w praktyce zdecydowanie mniejsze szanse od studentów niemieckich na uzyskanie kompletu punktów ECTS w danym semestrze. Na potwierdzenie tej tezy wymienić można następujące przykłady z mojego doświadczenia: pomimo tego, że dany kurs odbywa się w języku angielskim, niemieccy studenci mieli możliwość zaliczać przedmiot po niemiecku; niemieccy studenci mają znacznie więcej czasu na przygotowanie się do egzaminów, które są bardziej rozłożone (koniec semestru zimowego - 31.01, początek semestru letniego - 13.04, pomiędzy nimi jest okres egzaminacyjny i wakacyjny. Ja natomiast miałem egzaminy w okresie 02.02-23.02. Możliwości wglądu w pracę czy ewentualną poprawę właściwie nie ma ze względu na powrót do Polski). Poprzez powyższe rozważania chcę powiedzieć, że w moim mniemaniu program ERASMUS+ nie powinien wymuszać na studencie aż takiego zaangażowania w problemy uczelniane, ponieważ idealne założenia, że wszystkie przedmioty będą się pokrywać z programem macierzystej uczelni, a szanse
na ich zaliczenie będą jednakowe dla każdego, w praktyce się po prostu nie sprawdzają. Równość studentów niemieckich i zagranicznych paradoksalnie stoi przecież w sprzeczności z samą ideą ERASMUSA, czyli doświadczania czegoś nowego, na innych zasadach, w innym środowisku, w innym języku. Przy obecnym nastawieniu uczelni FAU do studenta, „erasmus” zawsze będzie miał trudniej od studenta lokalnego. Można w tym miejscu również przytoczyć bardzo powszechny i znany wśród studentów pogląd, który również na podstawie moich własnych doświadczeń i znajomości się potwierdza: w innych krajach takich jak Włochy czy Hiszpania, punkty ECTS zdobywa znacznie łatwiej i ma się w związku z tym więcej czasu na inne aktywności, co moim zdaniem jest rozwiązaniem bardziej racjonalnym. Student ERASMUSA nie powinien oczywiście dostawać punktów ECTS „za darmo”. Stereotypowo może się wydawać, że tak najczęściej jest (chociaż zapewniam, że nie w Niemczech :-)). Nie mniej jednak, jeśli będąc na ERASMUSIE spędza się na nuce zbyt dużo czasu, należy sobie zadać pytanie czy wyjazd ma właściwie nadal jakiś sens.

Skorzystanie z programu wymiany studenckiej polecam każdemu, kto nie boi się wyzwań i opanował w komunikatywnym stopniu język kraju, do którego się wybiera lub chociaż język angielski. Pomimo moich krytycznych uwag jestem naprawdę bardzo zadowolony z wyjazdu i wdzięczny programowi ERASMUS+, że umożliwił mi przeżycie i doświadczenia czegoś zupełnie nowego. Jeśli ktoś oczekuje wobec wyjazdu wysokiego poziomu nauczania, ciekawych zajęć, skorzystania z bogatej, uczelnianej oferty kursów sportowych (w bardzo przystępnych cenach), poważnego traktowania studenta, szacunku, podszlifowania języka niemieckiego (lub oczywiście innego jeśli zapisać się na odpowiedni kurs językowy), możliwości zwiedzenia pięknych bawarskich miast i skosztowania dobrego piwa – mogę z całą pewnością polecić wyjazd do Erlangen. W przypadku, gdy ktoś chce wrócić do Polski z kompletem trzydziestu punktów ECTS, niech liczy się z tym, że czeka go naprawdę ciężka praca, przy której, jak już wspomniałem, obumiera nieco idea samego wyjazdu za granicę i przeżycia ciekawej przygody. Wszystko jest kwestią ustalonych przez siebie założeń oraz oczekiwań wobec własnej osoby i programu.

Marek Lewicki